Rudnicka Olga (PL) — Lilith

Тут можно читать онлайн книгу Rudnicka Olga (PL) - Lilith - бесплатно полную версию (целиком). Жанр книги: Дамский детективный роман. Вы можете прочесть полную версию (весь текст) онлайн без регистрации и смс на сайте Lib-King.Ru (Либ-Кинг) или прочитать краткое содержание, аннотацию (предисловие), описание и ознакомиться с отзывами (комментариями) о произведении.

Lilith
Язык книги: Польский
Издатель: Proszynski Media
Год печати: 2017
ISBN: 9788381234344
Прочитал книгу? Поставь оценку!
0 0

Lilith краткое содержание

Lilith - описание и краткое содержание, автор Rudnicka Olga (PL), читать бесплатно онлайн на сайте электронной библиотеки Lib-King.Ru.

Trzymajacy w napieciu kryminal z watkami okultystycznymi. Olga Rudnicka, jakiej nie znacie! Lipniow, pelne uroku stare miasteczko, cieszy sie slawa polskiego Salem. Dawno temu doszlo tu do procesu czarownic, w wyniku ktorego kilkanascie kobiet stracilo zycie. Byla wsrod nich Anastazja Lipnowska, zona wlasciciela pobliskiego dworu. Podobno mloda hrabina, ulegajac podszeptom nieczystych sil, oddala swe nowo narodzone dziecko diablu i zabila meza, a sama zostala za to spalona na stosie. Lilith uwazana jest za krolowa sukubow, czyli kobiecych demonow, nawiedzajacych we snie mezczyzn. Jest uosobieniem seksu, matka wampirow i zlych duchow. Inne podania mowia, ze porywa male dzieci i wysysa z nich krew. Do wyobrazni ludzi najbardziej przemawia kobieta kusicielka i dlatego zmarla hrabina w pewnym momencie zaczela byc utozsamiana nie z czarownica, tylko wlasnie z demoniczna kochanka sprowadzajaca nieszczescie. W koncu, a to akurat fakt, rod Lipnowskich wyginal. Hrabia i jego brat byli ostatni i zaden nie pozostawil potomka. Ludzi jednak bardziej interesuje to, co moglo sie wydarzyc, a nie to, co sie wydarzylo. Krew, przemoc i seks sprzedaja sie od wiekow… Wspolczesni mieszkancy Lipniowa wykorzystuja dawna legende, by przyciagnac do miasta turystow i entuzjastow wiedzy tajemnej. Totez gdy w okolicy zaczynaja ginac mlode jasnowlose dziewczyny o blekitnych oczach, wszyscy, lacznie z policja, staraja sie zatuszowac sprawe, by nie odstraszyc przyjezdzajacych gosci. Widok bladego, poranionego ciala, splatanych wlosow pozlepianych zakrzepla krwia i przerazenia malujacego sie w jasnych oczach skulonej na ziemi ofiary wywolal na jego twarzy usmiech. Przykucnal przed uciekinierka i pogladzil ja delikatnie po policzku. Gest byl czuly jak pieszczota kochanka. Odgarnal wlosy opadajace na twarz dziewczyny. W jego oczach blysnelo rozbawienie. –?Jestes taka slodka… – zamruczal, pochylajac sie ku niej i calujac ja delikatnie w szyje. Dotknal wargami lodowatej i wilgotnej skory. Odsunal sie i przez chwile z przyjemnoscia patrzyl na swoja zdobycz. To bylo udane polowanie. Dziewczyna nie miala wiecej niz szesnascie lat. Jej zapewnienia, ze dawno skonczyla osiemnascie, wlozyl miedzy bajki juz w chwili, gdy sie spotkali. Sliczna blondynka o naiwnym, nieco przestraszonym spojrzeniu i szczuplej sylwetce zawladnela nim bez reszty. Byla idealna. Do dawnego dworu Lipnowskich sprowadza sie architekt Piotr Sianecki z zona Lidka. Mloda kobieta jest w ciazy i zle znosi niesamowita atmosfere nowego domu. W dodatku drecza ja koszmarne sny... Olga Rudnicka (ur. 1988) – Absolwentka Pedagogiki Specjalnej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, autorka powiesci kryminalnych: „Martwe Jezioro”, „Czy ten rudy kot to pies?”, „Zacisze 13” i „Zacisze 13 Powrot”. Pracuje jako asystentka osob niepelnosprawnych w Polskim Komitecie Pomocy Spolecznej w Sremie, kocha jazde konna i rytmy latynoamerykanskie, zwlaszcza salse. Namietnie czyta Joanne Chmielewska, Stephena Kinga, Joe Hilla, Tess Gerritsen i Jeffery'ego Deavera.

Lilith - читать онлайн бесплатно полную версию (весь текст целиком)

Lilith - читать книгу онлайн бесплатно, автор Rudnicka Olga (PL)

–Dlaczego? Wszystko się zgadza. Jeśli dobrze poszukamy, pewnie znajdą się dowody łączące go z pierwszą ofiarą – rzucił Madera.

–Powiedział pan, że nie wierzy w winę tego samobójcy – zwrócił się do niego Michał.

Tamten przyglądał mu się chwilę z namysłem.

–Nadal nie wiem, dlaczego pan uważa, że to nie on. – Nie odpowiedział na pytanie Nawrockiego.

–Mam powody przypuszczać, że sprawca jest mieszkańcem Lipniowa. – Wyjaśnił dokładnie, na czym opiera swoje podejrzenia. – Poza tym ten wypadek… Dziewczyna wpadła mojej znajomej pod koła. Wybiegła przerażona. Uciekała przed kimś. Była w ciąży. Skąd się wzięła w tym lesie? I na drodze? Gdzie przedtem przebywała? – Michał przedstawiał kolejne wątpliwości.

–Zdaje się, że śledztwo w Lipniowie zostało zamknięte – zauważył Robert Janoch.

–Owszem – przyznał Michał niechętnie. – Nie w tym jednak rzecz. Dziewczyna jest z waszego rejonu, jak się okazuje, ale do tego zdarzenia doszło w okolicy Lipniowa. Podejrzewam, że była przetrzymywana gdzieś niedaleko. Sprowadziłem kolegę z wyszkolonym psem ratownikiem, ale nic nie znalazł. Jeśli moje podejrzenia co do skierowania śledztwa na fałszywy tor już przy małej Bartkowiakównie są słuszne…

182

–Fałszywy tor? – przerwał mu Madera. – Chodzi o pańskie podejrzenie, że to sam sprawca zadzwonił, podając miejsce ukrycia zwłok, żeby sprawa pozostała na naszym terenie?

–No właśnie – potwierdził Nawrocki. – Zacząłem w tym grzebać i nagle mamy porwanie nastolatki, a także tajemniczą śmierć kończącą poszukiwania zabójcy. Pewnie znajdziecie ślady, że to on zabił też dziewczynę zidentyfikowaną jako Elżbieta Bartkowiak, i wszystko załatwione. Nie wierzę w takie zbiegi okoliczności.

–Już pan to mówił – mruknął Janoch, przeglądając kopię raportu z wypadku.

Michał nie wiedział, co jeszcze mógłby dodać. Milczał.

–Dwa lata temu zgłosił się do nas pewien chłopak, twierdząc, że widział, jak porwano dziewczynę – odezwał się niespodziewanie komisarz Made-ra. – Nic nie znaleźliśmy. Na dobrą sprawę do dziś nie wiemy, czy naprawdę doszło wtedy do porwania. To narkoman. Był na haju, kiedy to się stało. Zgłosił się do nas kilka dni po wydarzeniu. Sam już nie był pewien, czy coś widział.

–Rysopis, jaki nam podał, oczywiście pan zna – wtrącił Janoch. – Włosy blond, oczy niebieskie, wiek… – nie dokończył, widząc na twarzy Michała potwierdzenie.

–Zamknęliśmy sprawę. Nie był w stanie podać szczegółów. Tak więc ostatecznie uznaliśmy, że to jakieś bzdury. – Madera mówił dalej. – I pewnie byłoby po sprawie, gdyby nie to, że kilka dni po tym, jak się do nas zgłosił, umarł. Złoty strzał.

–Przedawkowanie – mruknął Janoch.

–Wiem, co to złoty strzał – machinalnie odrzekł Michał, słuchając uważnie.

–Co samo w sobie też nie byłoby takie niezwykłe – podjął w przerwanym miejscu Łukasz. – Wielu z nich tak kończy. Tylko że chłopak zaćpał się na śmierć czystą herą. Ktoś mu ją dał, bo sam na pewno jej nie kupił. To kupa forsy.

–Nie stać by go było – dodał Janoch.

–Ustaliliście, skąd miał heroinę? – spytał Nawrocki.

Janoch przecząco pokręcił głową, ale Madera zawahał się przed udzieleniem odpowiedzi.

–Ustaliliście czy nie? – ponowił pytanie Michał.

183

–Nie, bo trop prowadził do Lipniowa, a tam utknął w martwym punkcie.

–I to nie pierwszy raz. – Robert dopowiedział to, co przemilczał jego starszy kolega.

–No tak… – podsumował krótko Nawrocki. Doskonale rozumiał, w czym rzecz.

–Właśnie – przytaknął Madera, wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z Janochem. – Ale to nie wszystko – dodał z ciężkim westchnieniem. – Pół roku temu wpadła na nasz patrol rozhisteryzowana dziewczyna. Krzyczała coś o mężczyźnie w habicie, który chciał ją wciągnąć do auta. Była przyćpa-na. Chłopcy zabrali ją na posterunek. Jak już doszła do siebie, nie bardzo pamiętała, co mówiła i skąd się tam wzięła. My za to wiedzieliśmy, że uciekła z domu, więc rodzice ją odebrali.

–Oczy niebieskie, włosy blond… – mruknął pod nosem Michał.

–Zgadza się. Wtedy przypomniała nam się tamta sprawa i zaczęliśmy grzebać, ale nic z tego nie wyszło. I nagle kilka miesięcy temu pojawiły się zwłoki tej Bartkowiak, potem ciężarna dziewczyna o podobnym wyglądzie, która, jak mówisz, wzięła się znikąd, wybiegła w panice pod samochód, no i teraz ta Zielińska. Za dużo tego, jak na takie niewielkie mieściny – mówił Ja-noch.

–Myślę, że ta dziewczyna z lasu uciekała przed kimś, kto ją gdzieś przetrzymywał. Biegła i wpadła wprost pod koła nadjeżdżającego samochodu. Co więcej – Nawrocki wreszcie wyraził na głos swoje obawy – sprawca pewnie zatarłby ślady, gdyby nie to, że byli świadkowie wypadku.

–Chodzi panu o to, że ta pańska znajoma… – Madera, patrząc na niego pytająco, zawiesił głos.

–Myślę, że tamten zabiłby ją bez oporów – potwierdził Michał. – Miała szczęście, że jechał za nią samochód z kilkorgiem nastolatków, którzy od razu wysiedli. Sprawa trafiła do Lipniowa, czego zabójca wcześniej starał się unikać. Dlatego zorganizował porwanie Zielińskiej. A kto stałby się lepszym kozłem ofiarnym niż były przestępca seksualny? Dostaliście jak na tacy rozwiązanie sprawy.

–Niezupełnie – powiedział Janoch, kiedy jego szef skinął przyzwalająco głową. – W tym czasie, gdy przypuszczalnie zginęła Bartkowiak, Marian Zyś, to ten samobójca, przebywał w szpitalu. Od lat chorował na białaczkę. Nie mógł zgwałcić i zabić dziewczyny.

–Nie mam dowodów, ale to nie była…

184

–To nie wszystko – dodał Madera. – Zwłoki tamtej dziewczyny zostały przeniesione. Daliśmy do zbadania próbki ziemi z ciała i dołu. Różnią się… – Popatrzył na zaskoczonego Michała. – A wpadliśmy na ten pomysł, bo ziemia wyglądała na świeżo rozkopaną, a brak było śladów, że ktoś tam chodził. Więc po pierwsze, jak nasz anonim mógł na spacerze znaleźć zwłoki, skoro nikogo tam nie było. – Uśmiechnął się lekko. – A druga rzecz, skoro ziemia wyglądała na świeżo poruszoną, a nie było śladów, znaczyło to, że ktoś postarał się je zatrzeć. Pies znalazł trop kilkanaście metrów od tamtego miejsca, ale zgubił go przy szosie.

–Czyli że facet przewiózł ciało samochodem – podsumował Michał.

–Wygląda na to, że sam sprawca nas zawiadomił. Nie ma innego wyjaśnienia. Więc jak pan widzi, komisarzu Nawrocki, pańskie domysły, że mamy do czynienia z serialem, są całkiem sensowne, bo mamy te same podejrzenia. A co do Lipniowa, powiedzmy, że jestem w stanie to rozważyć.

–Rozumiem. To i tak więcej niż się spodziewałem.

–Tylko co dalej? Nie mogę prowadzić śledztwa na waszym terenie bez uzasadnienia.

–A Sianecki? – wtrącił Robert.

–Piotr Sianecki? – zdziwił się Michał.

–Tak, zna go pan? – Madera popatrzył uważnie.

–Nie, jego samego nie. Jego żona jest przyjaciółką mojej… – zawahał się – dobrej znajomej – dokończył. – A co z nim?

–W dniu zaginięcia dziewczyny ktoś widział jadący za nią samochód marki opel astra. Opis pasował do kilku aut w okolicy, w tym do wozu Sia-neckiego.

–Żona dała mu alibi – powiedział Janoch. – Nie jestem pewien, czy jej wierzyć.

–Jak dobrze ją pan zna? – zapytał Madera.

–Niezbyt dobrze – przyznał Nawrocki.

–Nie zauważył pan niczego? – dociekał tamten.

–Poza tym, że jest w ciąży? Nic innego nie rzuciło mi się w oczy.

–Miała ślady na nadgarstku. Muszę przyznać, że dość charakterystyczne. – Madera obserwował jego reakcję.

–Dziwne. Nic takiego nie zauważyłem. – Michał był autentycznie zaskoczony. – To wesoła kobieta. Szczęśliwa. Nie wiem, co odpowiedzieć… Jest pan pewien?

Поделиться книгой

Оставить отзыв